czwartek, 4 maja 2017

Miasto Sherlocka Holmesa

Udostępnij

Pobudka o 4 rano. Szybkie śniadanie, zrobienie kanapek na drogę i jedziemy na lotnisko. Wylot 6:50. Powoli robi się jasno, pada, temperatura waha się w okolicach 1 stopnia Celsjusza na plusie. To nic. Najważniejsze, że za mniej więcej 3 godziny będziemy już na lotnisku w Stansted i tam zacznie się nasza trzydniowa przygoda



Lecimy! Dzieciaki tak przejęte, że zapominają, że miały przy starcie ssać cukierki, żeby im uszu nie pozatykało. Jak można zapomnieć o cukierkach?! 
To, co nas przywitało zupełnie nas zaskoczyło. Przede wszystkim bardzo żałuję, że nie wzięłam kurtek wiosennych. Nosz kurde blaszka, 10 stopni więcej niż u nas. Będzie mokro pod ubraniem. 
Jeszcze na lotnisku przed odprawą wykupuję bilety do centrum Londynu, bilet tam i z powrotem, przynajmniej nie będę musiała się niczym martwić. Do obsługi celnej kolejka dłuuuuuga. Kilka lotów się spotkało. Ale wszystko idzie nawet sprawnie. Jeszcze tylko dziwne spojrzenie celnika na moją trójkę i jesteśmy już na brytyjskiej ziemi.

Kolejny etap, to dostanie się do pociągu, który nas zawiezie na Liverpool Street. O mało a bym zapomniała. Trzeba się zaopatrzyć w Oyster Card. Coś na kształt karty miejskiej, którą się doładowuje. Wystarczą dwie, dla mnie i dla mojej 16-letniej latorośli (dzieci do lat 10 podróżują komunikacją miejską za friko). Nota bene niegłupim rozwiązaniem jest nabycie Visitors Oyster Card, która oprócz tego, że działa jak ta normalna, to uprawnia jeszcze do różnych zniżek w niektórych sklepach, restauracjach oraz na wycieczki miejskie. 
Schodzimy na dolny poziom i nawet nie musimy na niego czekać. Pociągi odjeżdżają co 15 minut. Cała podróż trwa 45 minut. Swoją drogą porównując wszystkich przewoźników wygrywa Stansted Express, zarówno pod względem ceny (za bilety tam i z powrotem dla 4 osób - 46 funtów), jak i czasu przejazdu - 47 minut. Możemy się odprężyć i naładować komórki i tablety, bo przecież przez 3 godziny lotu prawie wszystkie baterie zostały rozładowane. 

Droga na Liverpool Street
 Na stacji Liverpool Street konieczna wizyta w toalecie. I tu pierwsze pozytywne zaskoczenie "kulturalne". Pomimo zepsutej bramki wpuszczającej do toalet, która przepuszcza nawet bez wrzuconych pieniędzy, wrzucają wszyscy. Bez wyjątku. W Polsce coś nie do pomyślenia. 
Chcemy dostać się do centrum, a dokładniej w okolice takich atrakcji jak Trafalgar Square. Jeszcze nie w danym momencie ale już gdzieś z tyłu głowy kiełkuje mi myśl "a może trzeba było sobie druknąć mapę metra?" Zapamiętać na przyszłość WYDRUKOWAĆ MAPĘ METRA!

 Po kilku zwrotach nie w tę stronę co trzeba dotarliśmy w końcu na Baker Street. Pierwsze słowa, które padły: to jednak nie tu kręcili współczesnego Sherlocka z Cumberbatchem i Freemanem, Martinem rzecz jasna. Niemniej z zainteresowaniem weszliśmy do sklepiku obok, aby nabyć bilety do muzeum. W samym muzeum młodzież młodsza się trochę nudziła. Ot dom w wiktoriańskim stylu. Na pierwszym piętrze mieści się salon i sypialnia Holmesa, na drugim zaś pokoje Watsona i Pani Hudson, na trzecim zaś umieszczone zostały figury woskowe owych postaci, a także znajduje się mała łazienka. 

Sherlock Holmes Museum


Po zakupie pamiątek (no przecież) udajemy się na Piccadilly Circus. Muszę przyznać, że oglądając zdjęcia i "obrazki w filmach" wydawało mi się, że miejsce to jest znacznie większe. 

Piccadilly Circus

Idziemy dalej, wzdłuż Haymarket i Pall Mall aż do Trafalgar Square. Chwila na oddech i zjedzenie drugiego śniadania. Nie zabrakło oczywiście gonienia gołębi. 

Trafalgar Square


Przed galerią narodową tłoczą się artyści. Jedni udają statuy, inni wykonują akrobacje cyrkowe, a jeszcze inni rysują kredą na chodniku. 



Na skwerze znajduje się też pomnik, który się co jakiś czas zmienia. Gdy moje starsze dziecię było w Londynie 2 lata wcześniej na tym miejscu stał pomnik niebieskiego kurczaka, a w trakcie naszego pobytu zobaczyliśmy coś takiego:
Thumbs Up - pomnik na Trafalgar Square



Pojedliśmy, napiliśmy się, odpoczęliśmy, więc czas w drogę na Leicester Square, gdzie... 
Ale o tym w następnym wpisie :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz