sobota, 25 lutego 2017

Trochę Skandynawii w Warszawie

Udostępnij
Dzieć Starszy jest na etapie fascynacji Skandynawią. Okres dziejowy oczywiście dotyczy historii i kultury starej, z okresu nordyckiego. Interesuje ją wszystko co dotyczy wikingów. Nauczyła się nawet pisma runicznego futharkiem starszym. Jak nie chce by ktoś wiedział co napisała, używa właśnie tego pisma. Dlatego, gdy znalazłam informację o wiosce, która znajduje się w Polsce i to w naszym rodzinnym mieście - Warszawie, od razu zapaliła się do pomysłu odwiedzenia tego grodu. A jeszcze, gdy dowiedzieliśmy się, że to właśnie tam miała miejsce impreza promująca jedną z naszych ulubionych gier "Wiedźmin", to o wybiciu z głowy odwiedzin nie mogło być mowy. 

Warownia Jomsborg - widok z wieży strażniczej


Warownia Jomsborg, bo o niej mowa, mieści się przy Wybrzeżu Gdyńskim, obok Centrum Olimpiskiego PKOl.  Poświęcona jest opisywanej w sagach drużynie Wikingów, którzy założyli swoją siedzibę na wyspie Wolin i byli najemnikami służącymi pod Bolesławem Chrobrym. 

Trochę historii

Oryginalna warownia powstała około 960 roku. Prawdopodobnie znajdowała się w północnej części obecnego miasta Wolin. Według niektórych sag założona została przez Haralda Sinozębnego, natomiast Jomsvikingsaga wskazuje na Palnatokiego. Pierwotnie zamieszkiwali ją Jomswikingowie, lecz dość szybko dopuścili oni do zamieszkania okolicznych Słowian. W 1009 roku wielu wikingów, po śmierci ich wodza Sigvaldiego opuściło gród, który został 24 lata później doszczętnie zniszczony przez duńskiego króla Magnusa Dobrego. 

Obecną warownią, repliką poprzedniej, zarządza Jarl Einar. 

Nasza wizyta


Celowaliśmy w inaugurację sezonu, więc nasza wizyta przypadła na pierwszy piknik organizowany w Warowni - 02 kwietnia 2016. Spędziliśmy tam pół dnia. Spotkaliśmy tam zarówno wojowników, jak i rzemieślników. Liznęliśmy trochę historii ale przede wszystkim bardzo dobrze się bawiliśmy. Mogliśmy obejrzeć pokazy walk oraz posłuchać sagi o Sigurdzie Zabójcy Smoka. 

Młodzieży najbardziej jednak spodobała się zabawa, w której mogli się wyżyć. Była to walka na równoważni z użyciem worków wypchanych sianem. Tłukli się nimi chyba przez godzinę. 


Jedyne co w końcu zmusiło ich do porzucenia tej zabawy, było strzelanie z łuku i dmuchanie miechami w palenisko. 

Starsze dziecko mogło także porzucać sobie toporem do celu i muszę przyznać, że całkiem nieźle jej to wychodziło. Trafiła w cel 4 razy na 5.



Do atrakcji zaliczało się jeszcze pokaz tkactwa na oryginalnym islandzkim krośnie, lepienie z gliny, tworzenie krajek oraz pieczenie podpłomyków.

Oczywiście nie obyło się bez kupna pamiątek. Każde ze zua wcielonego wybiło sobie po monecie (duńskiej) oraz zakupiło łuk. Natomiast starszy Dzieć zanabył wisiorek w kształcie młota Thora - Mjollnira. Dorośli mogli się natomiast uraczyć miodem pitnym, którego butelczynę przytargaliśmy do domu.  

Dzień był jak najbardziej udany. Każdemu kto chce "dotknąć historii" możemy zdecydowanie polecić to miejsce. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz